1. Nastoletnia miłostka

1. Nastoletnia miłostka 

Wiosna. Albo przedwiośnie. No nie wiem. Pojechałyśmy z kumpelą na obchody jakiegoś święta które się wtedy obchodzi. Wszędzie poustawiane były stragany a sklepy poobklejane zostały informacjami o ,,niepowtarzalnych okazjach". Chodząc po uliczkach [przepychając się między ludźmi] spoglądałyśmy to w lewo to w prawo zachwycając się misternymi aczkolwiek bezużytecznymi ozdobami. Ludzie, ile tego! Przerwa szkolna trwała kilka dni, więc miałyśmy dużo czasu na dokładne obejrzenie wszystkiego. A przysięgam, każdego dnia znajdowało się coś nowego. Znalazłyśmy nawet koleżanki z równoległej klasy ha-ha [nieśmieszne] Postanowiłyśmy spędzić czas razem śmiejąc się, obgadując innych, i wzdychając za chłopakami. Rozmyślałyśmy nad tym, jakby było romantycznie gdyby któryś z najfajniejszych  w szkole kupił nam wisiorek z wygrawerowanym wyznaniem miłości. A później uratował nas z tragicznego wypadku... No, takie tam. Babskie wyobrażenia i tyle. Następnego wieczora ścigałyśmy się do sklepu w którym widziałyśmy wisiorek od którego zaczęły się nasze marzenia.
-Tak która będzie pierwsza, tej chłopak wyzna miłoooość!- wydarła się czarnowłosa [jak jej było na imię? Nie pamiętam] Wszystkie pobiegłyśmy za nią. No i wtedy wpadłam na niego. W sensie na przyjaciela mojego byłego. Lepiej on niż ten głupek [mały gówniarz]. Tylko że ta poczwara stała obok niego. A ja nie powiedziałam nic. Uciekłam tak po prostu.
-Ej, nie mówiłaś nic, że teraz gramy w berka! Ganialiśmy się jak małe dzieci i mieliśmy ubaw jak one, a każdy łapał każdego. Pamiętałam, żeby biegać tylko za dziewczynami. Moje koleżanki i przyjaciel tego głupka [bezdusznego cwela] ulotnili się bardzo szybko pozostawiając mnie i ------- samych. Biegłam szybko. Nie chciałam, żeby mnie złapał. No ale... chyba spotkałam wczoraj czarnego kota. Staliśmy na przystanku dysząc ciężko. Jedną rękę oparł o tylną szybę a drugą trzymał zawieszoną w powietrzu, jakby nie wiedział co z nią zrobić.
-Mam cię.- powiedział spokojnie [co chyba było trudne bo szybko oddychał] i złapał mnie za rękę. A ja. Cóż ja zrobiłam to co mogłam... Czyli ten, no, pobiegłam sobie. Po czym wpadłam w krzaki, sturlałam się z pagórka i wylądowałam w dole. Zastanawiałam się jeszcze tylko ile dokładnie wypiła każda z nas.
    Jezusie, Maryjo i wszyscy święci. Mam nadzieję, że taka akcja się już nigdy nie powtórzy Z tego co wiem moja czarnowłosa koleżanka [której imienia nigdy nie pamiętam] dobiegła pierwsza do witryny sklepowej [ co było oczywiste i nie sprawiedliwe bo pobiegła pierwsza] Jestem ciekawa czy ktoś już wyznał jej uczucia.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz